top of page

Góry moje, wierchy moje

czyli nocleg u podnóża Alp.

 


Po wyjeździe z czeskiego średniowiecznego miasta podążyliśmy w stronę granicy z Austrią.


Ten kraj cieszy się dużą popularnością wśród zwolenników górskich wędrówek i amatorów białego szaleństwa. Czasami traktowany jest jako tranzyt na południe Europy. Spieszymy się do Włoch, Chorwacji lub innego kraju. Zazwyczaj nie mamy tak dużo urlopu, by poświęcić go na zbaczanie z drogi i zwiedzanie austriackich miasteczek.


W zeszłym roku, wracając z Toskanii, przypadkowo zmieniliśmy trasę. Autostrada była zakorkowana, więc przekierowało nas na drogi krajowe. Nie żałowaliśmy tej decyzji. To, co zobaczyliśmy było idyllicznym obrazkiem alpejskich wiosek z reklamy serka lub innego produktu przemysłu mleczarskiego.


W kolejnym roku świadomie postanowiliśmy jechać lokalnymi drogami. I oczywiście, to był strzał w dziesiątkę. Widoki zielonych łąk, beztrosko leniwych krów, wierzgajacych koni i radosnych koźlątek był tak absurdalnie błogi, że momentami miało się wrażenie uczestniczenia w jakimś familijnym serialu z cyklu “Lekarz z alpejskich wzgórz” albo coś w tym rodzaju.


Późnym popołudniem dotarliśmy do Parku Narodowego Gesäuse. Noc spędziliśmy w otoczeniu gór, lasów i strumieni, a nad nami czuwał szczyt o nazwie Hochtor, który ma 2 369 m.


Niewiarygodne, że możemy tak niecodzienny widok podziwiać z okien kampera.























29 wyświetleń

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Comments


bottom of page